Długi język - Anton Czechow |
Natalia Michajłowna, młoda kobietka, która rano przyjechała z Jałty, jadła obiad i bez przerwy trajkocząc, opowiadała mężowi o urokach Krymu. Mąż, rozradowany, spoglądał z rozczuleniem na jej zachwyconą twarz i od czasu do czasu zadawał pytania.
— Ale powiadają, że życie tam jest bardzo drogie? — pytał między innymi.
— Jak ci powiedzieć? Według mnie, przesadzają co do drożyzny. Nie taki diabeł czarny, jak go malują. Ja, na przykład, miałam z Julią Piotrowną bardzo wygodny i przyzwoity pokój za dwadzieścia rubli na dobę. Wszystko, mój drogi, zależy od biuro tłumaczeń tego, jakie się życie prowadzi. Rozumie się, jeżeli ci się zechce pojechać w góry. na przykład, na Aj-Petri. wziąć przewodnika, konia — wtedy, naturalnie, drogo. Strasznie drogo! Ale jakie tam góry, Wasia! Wyobraź sobie: wysokie, wysokie, tysiąc razy wyższe od kościoła. A w górach mgła, mgła, mgła. W dole kamienie, kamienie, kamienie. I pinie. Aż strach wspomnieć! — A propos. czytałem tu podczas twojej nieobecności, w jakimś piśmie, o tamtejszych przewodnikach-Tatarach. Co za świństwo! Czy rzeczywiście to jacyś szczególni ludzie? Natalia Michajłowna zrobiła pogardliwy grymas i przecząco kiwnęła głową. — Zwykli Tatarzy, nic szczególnego — powiedziała. — Zresztą widziałam ich z daleka, przypadkowo. Pokazywali mi ich, ale nie zwróciłam uwagi. Długi język - Anton Czechow biuro tłumaczeń fragment 20 |
| 2009-08-06 21:40:56 |